środa, 14 czerwca 2017

Chapter 12

Kolejne wakacje. Kolejny zawód. Nie raczyłeś odpowiedzieć na żadną moją wiadomość. Przestałam wierzyć w to, że coś się zmieni, a przecież tylko złożyłam ci niewinną prośbę pójścia na miasto. Chciałam z tobą porozmawiać, chociaż na chwilę usłyszeć twój głos, napawać się obrazem twojej twarzy. Czułam wewnętrzna pustkę, wyssałeś moją życiową energie niczym jadowity wąż.  Jestem siedemnastolatką, potrzebuje zainteresowania się moja osoba, a ty nadzwyczajnie w świecie wyjechałeś w celach zarobkowych na bite 3 miesiące do Norwegii. Tylko szkoda, że wróciłeś ze Skandynawii z towarzyszką, podczas gdy jak nadal czekałam i czekać będę.

Moje życie powoli wraca do normy. Niestety nurtujący mój umysł rak mózgu codziennie przypomina  mi jak wiele mogę stracić. Niestety, a może stety nadal walczę. Za 30 dni mam operacje. Miesiąc wolności od wszelakiego rodzaju chemii i zapachów szpitala napawa mnie optymizmem. Ten wielki kamień każdego ranka pomaga mi dźwigać mój mąż, który nie przyjmuje do wiadomości, że mogłabym ich zostawić. Zrezygnował z sezonu przedolimpijskiego, aby moc zając się nami i trenować pod okiem najlepszych szkoleniowców, aby w Engelbergu sięgnąć po złoty krążek. Nikt nie zliczy ile razy odwodziłam go od tego szalonego pomysłu. Jednakże Johann to człowiek, który trwale trzyma przy swoim. Ogarnęło mnie ogromne wzruszenie, kiedy na wizji ogłosił, że najważniejszą rzeczą na świecie jest dla niego rodzina. Pozostał mi  on i dziewczynki,które są naszym oczkiem w głowie. Z racji dzisiejszej słonecznej niedzieli mamy w planach wizytę w lodziarni i spacer w parku. Ah tak, zapomniałam. Wzięłam przerwę w pracy. Na szczęście koledzy po fachu zrozumieli moja obecna sytuacje i w dzień pożegnania wyprawili mi małą imprezę. A jeszcze nie tak dawno uważałam ich za sztywniaków,dla których liczyły się tylko zyski.
Upijam łyk kawy spoglądając przez okno na świat. Ostatnio to polubiłam. Siedzenie w ciszy i rozmyślanie, plus filozoficzna książka w ręku.  Mój mąż często mi powtarza żebym nie trzymała się wyznaczonym schematom a cieszyła się z życia. Nadal próbuję.
- Mel idziemy? – krzyczy z holu Johann. Zabieram ze stołu telefon i podążam za nimi.
- Najpierw na lody czy do parku?- pytam poprawiając Katie sweterek
- lody- wykrzyczała cała trójka. I tak oto większością głosów poszliśmy na lody. Oczywiście było dużo śmiechu, kiedy dziewczynki miały więcej zimnego przysmaku na twarzy niż w ustach.
- Tato możemy powiedzieć mamie o plezencie?- powiedziała na tyle głośno Katie żebym wszystko słyszała. Zaciekawiona popatrzyłam na Johanna, który zaczął się śmiać.
- Katie cichoooo- przeciągnął nadal szeroko się uśmiechając.
- Co?Jaki prezent?- nadal uporczywie próbowałam się dowiedzieć, co moja kochana rodzinka zmajstrowała tym razem. Ostatnio pod moją nieobecność spalili ciasteczka przez co musieliśmy wietrzyć przez godzinę dom.
- No bo tata mówił, ze pojedziemy na wakacje. – oczy miałam jak pięciozłotówki słysząc słowa Alice.
- Jakie wakacje Johann?
- Za dwa dni zabieram was do Hiszpanii.- powiedział pewny siebie
- Czemu dopiero teraz się o tym dowiaduje?- zapytałam z wyrzutem.
- Mówiłem ci, żebyś nie trzymała się schematów. – dodał z taka lekkością, jakby nie zdawał sobie sprawy ze w ogóle nie jestem gotowa wyruszać gdziekolwiek zważywszy na czekająca mnie operacje.
- Zabije cie kiedyś Forfang.

Dwa dni zleciały tak szybko, że aż nie pamiętam co robiłam. Ah tak, pakowałam się.  W tym momencie czekamy na samolot. Dziewczynki biegają wokół bardzo niewygodnych siedzeń a Johann przegląda instagrama. Lot na szczęście nie był uciążliwy. Male poszły spać wraz z tatem a ja miałam czas poczytać moja nowa książkę ,,Bóg nigdy nie mruga’’. Jest to historia, która połowicznie odzwierciedla moje życie, aczkolwiek ja mam tyko Johanna a ją zdradził mężczyzna, który zrobił jej dziecko. Na szczęście nowotwór był do wyleczenia i kobieta mogła cieszyć się życiem z najbliższymi. Miejsce naszej podroży to Barcelona. Jest to piękne miasto z wielka historia, które tętni życiem. Jeśli zdrowie dopisze to znów tu wrócę. Zaraz po zakwaterowaniu dziewczynki zarządziły, że musimy iść na plażę. Spędziliśmy w wodzie kilka godzin, po czym zmęczeni udaliśmy się do hotelu, który nie wyglądał na tani. Po kolacji znów poszliśmy na plażę. Czułam się jak w niebie: ja, szum wody, zachodzące słońce i oni. Powoli zaczynam rozumieć swój los i to, że nie mogłam lepiej wybrać. Patrze katem oka na Johanna, który również podziwia widoki. W końcu czuje ze mam wszystko przy sobie. I nie chce tego stracić przez chorobę. 







#################################################################################
CZY KTOŚ MNIE TU JESZCZE PAMIĘTA? helloł ;)
zblizaja sie wakacje a co za tym idzie- wakacyjna nuda ;P
możne jeszcze cos tu nabazgram
ja bym zakończyła sielanką?? ;D
papatki do następnego ;****************
CZYTASZ-KOMENTUJESZ

1 komentarz:

  1. Pamiętam i cieszę się że dodałaś rozdział. Sielanka ba koniec.. Hmm jestem jak najbardziej za. I te wakacje.. Spadek wyświetleń na blogu.. Ale i odpoczynrk od szkoły :D no nic czekam na następny :* buziaczki j zapraszam w wolnej chwili do mnie :D

    OdpowiedzUsuń